piątek, 23 maja 2014

XXI. "Cóż, ja nigdy nie chciałabym widzieć cię smutnego, Myślałam, że pragniesz dla mnie tego samego."

                                   ***

I koniec. Dalej żadnych czułości, żadnych pocałunków, nic. Jakby to była tylko przygoda na jedną noc. Nawet nie pakował swoich rzeczy, tak jakby rzucił słowa na wiatr. Ona pomyślała, że po prostu zabawił się jej kosztem, źle – nie chciała przyjąć tego do wiadomości. Cały czas wypierała tą myśl, sądząc, że on może w taki sposób okazuje uczucia. Czekała na niego cały dzień, w nadziei, że wróci i razem wyjadą.

                                   ***

Tymczasem on, umówił się z Anną – chciała omówić to i owo. W między czasie zdołał już zahipnotyzować małą grupkę wilkołaków, którzy teraz gotowi byli na przemianę w jeszcze większe potwory.
Czekał ich tylko powrót do pensjonatu Anny, no i oczywiście przyjazd Patrica – ulubionego wilkołaka Klausa, który zawsze gotów był skoczyć za swoim panem w ogień. Ale gdzie w tym wszystkim Caroline? Gdzie ta, za którą on oddałby niemalże wszystko?

Czekał właśnie w małej kawiarence na rogu skrzyżowania dwóch ulic. Czekał na tą wiedźmę. Pojawi się? – myślał

-Widzę, że czujesz się już znacznie lepiej. – żadnego cześć, od razu do sedna sprawy.
-Nie powiem, że miło Cię widzieć. Spóźniona, całe 35 minut, byliśmy umówieni na 19.30. Mam wiele innych spraw niż twoja drobnostka przez, która muszę siedzieć i siedzieć jak matoł.

Anna usiadła naprzeciw Klausa i dokładnie mu się przyjrzała. Widziała, że wygląda lepiej.
Caroline – pomyślała. Wiedziała teraz już wszystko, zakochał się.
-Przejdę do cna sprawy. Rozmawiałam dzisiaj z innymi wiedźmami, powiedziały, że to niemalże niemożliwe, że Caroline i ty przeżyliście rytuał. Któreś z Was poniesie konsekwencje. – spojrzał na nią pytającym wzrokiem, ona wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić dalej – W naturze musi istnieć równowaga, ale to już wiesz. Caroline umarła i dzięki eliksirowi ożyła, co jest niezgodne z prawem natury.

-Co chcesz przez to powiedzieć?
-Tylko tyle, że będą tego konsekwencje, na które nie mam wpływu. Caroline powinna zostać martwa, a tak nie jest. – jego wzrok był tak wściekły, że gdyby mógł to by zabił.
-Myślę, że to na mnie spadły konsekwencje. – dopił ostatni łyk kawy i opuścił kawiarnie. Anna ruszyła za nim, mówiąc do niego, żeby uważał. Nie słuchał.

Wszedł w jakąś alejkę z kontenerami na odpady i innymi gratami. Anna za nim.
Zatrzymał się w pewnym momencie i odwrócił w stronę Anny, ona także stanęła.
Jego oczy momentalnie się przekrwiły, w wampirzym tempie przytrzasnął wiedźmę do pobliskiej ściany budynku, wbił ostre jak nóż kły i pozbawił kobietę krwi.
Jej bezwładne ciało opadło na uliczkę, Klaus nie marnując czasu podniósł martwą z ziemi i począł iść w kierunku pobliskiego lasu, zakopać ciało.

                                  ***

Po szafkach kuchennym Caroline szukała właśnie jakiegoś noża. Znalazła, wzięła miskę i usiadła z całym sprzętem przy stole. Lekko nacięła nadgarstek, tak aby krew powoli napełniła naczynie.
Przecież po to był cały ten rytuał, dla krwi. Więc postanowiła zostawić Klausowi, chociaż trochę. Zapewne już szykował sobie armie wilkołaków czekających tylko na przemianę.
Kiedy tylko naczynie zapełniło się krwią, dziewczyna owinęła nadgarstek jakąś szmatką.
Szykowała się już do opuszczenia domy Anny, zapomniała tylko o jednym szczególe, a właściwie dwóch. Pieniądze i jakieś wyjaśnienie albo kartka dla Anny i Klausa.
Wiedziała, że Klaus ma mnóstwo pieniędzy, więc jeśli pożyczy od niego trochę, to go tym nie urazi. Przynajmniej taką miała nadzieję.
Weszła szybko do sypialni Klausa, szybko przekopała zakamarki w poszukiwaniu gotówki i wyszła z tamtąd równie szybko jak wyszła.
Pochwyciła szybko kartkę i długopis, zaczęła pisać:
„Na mnie już pora, zostawiłam dla Ciebie prezent. Mam nadzieje, że się przyda. Caroline.”
Zabrała wszystkie swoje rzeczy. I wyszła…
Kierunek? Nowy Orlean, sztuka nocą, parady i szaleństwo…

                                  ***

Wszedł do pensjonatu cały z całym klanem wilkołaków, towarzyszył mu również Patric. Od razu poczuł zapach krwii, krwii Caroline. W wampirzym tempie podążył za zapachem. Kuchnia.. Nabiła się na nóż? Zraniła się?
Zamiast niej zastał tylko naczynie z jej krwią i kartkę. Wziął ją w dłonie i przeczytał.
-Co do diabła? – rzucił sam do siebie. Do kuchni wszedł Patric.
-Coś nie tak? – popatrzył na niego pytająco.
Klaus zmieszany całą sytuacją, bez słowa podał mu kartkę a ten rzucił na nią okiem. Rozejrzał się dookoła. Widział jej krew, wiedział, że dzisiaj spełni prośbę Klausa – zostanie hybrydą.
-Więc to kolejny z problemów – oddał mu kartkę. – Musisz być ostrożny w postępowaniu Klaus, nie zmuszaj jej do niczego. – Patric odszedł zostawiając Klausa samego w pokoju, poszedł po wilkołaki…

                                   ***

Szkoła nie daje żyć. Przepraszam za bardzo długa nieobecność, poprawa wszystkich ocen i piękna pogoda całkowicie mnie pochłonęły + brak jakiejkolwiek weny co zrobić z opowiadaniem zrobił swoje.
Jest tu jeszcze kto?
Nowy rozdział już się pisze, spodziewajcie się go w przyszłym tygodniu.
Zapraszam do komentowania i oczywiście czytania kolejnych rozdziałów. Nie uchylę tym razem rąbku tajemnicy związanym z następnym rozdziałem, główcie się co czeka naszych bohaterów w następnym rozdziale, możecie się podzielić rozmyśleniami w komentarzach.

Serdecznie pozdrawiam moich czytelników! 

12 komentarzy:

  1. Jak zawsze extra. Tylko zawód , że Caroline opuściła Klausa

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny rozdział. Dawaj następny

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. fajnie że dodałaś rozdział , a wszysyc czekają jak idioci

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział czekam na next. Dodawaj szybko . :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy dodasz następny miał być dawno

    OdpowiedzUsuń
  7. bombba!
    wpadaj do mnie http://angelinbluejean.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapraszam na moje blogi
    1. http://shayandkeszja.blogspot.com/
    - Jesteś okropny! Jak możesz?!- wstałam z fotela i zaczęłam do niego podchodzić. Byłam na niego wściekła, jak on mógł zabijać niewinnych ludzi. Kiedy się przed nim zatrzymałam, złapał mnie w pasie i posadził na kolanach. Tym razem nie czułam motyli w brzuchu, tylko strach, trzymał mnie mocno i brutalnie. Wbił mi ręce w biodra, tak silnie, że na pewno będę mieć siniaki. Mój znak zmienił kolor, nie był już intensywnie czerwony, tylko czarny z bordowym. Shay zauważył to, spodobał mu się efekt jaki wywołał. Chciałam go uderzyć, ale unieruchomił moje ręce w żelaznym uścisku. Nie skończył na tym, pochylił się do mojej szyi, zerwał opatrunek i wgryzł się w nią. Czułam jak ucieka ze mnie energia, zaczęło kręcić mi się w głowie, ale nie czułam takiego bólu, jak podczas ataku zjawy. Nawet nie wiem kiedy Shay skończył. Raczej szybko, gdy usłyszałam jego głos.
    2. http://jozueandanika.blogspot.com/
    Zeszłam do sali jadalnej, strażnicy otworzyli mi drzwi.
    W środku był mój ojciec i matka, która miała rude loki i zielone oczy oraz porcelanową cerę, którą odziedziczyłam po niej. Przy stole siedział również mężczyzna miał długie, brązowe włosy i niebieskie oczy, był strasznie niski, równy ze mną. Za nim stał rycerz, który przykuł moją uwagę. Nasze spojrzenia spotkały się. Był wysoki, ale nie za mocno. Miał dłuższe, bardzo ciemne brązowe włosy, ciemne prawie czarne oczy i pełne, lekko różowe usta.
    Wszyscy wstali, oderwałam wzrok od rycerza i ukłoniłam się po kolei najpierw ojcowi, potem matce, a na koniec naszemu gościowi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Prowadzisz jeszcze tego bloga?!?

    OdpowiedzUsuń